Słowo „Kryzys” wygrywa ostatnio wszystkie rankingi popularności. Wszyscy mówią o kryzysie, wszyscy go zauważają i radzą jak żyć podczas tego gorącego okresu. Według badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Warszawski problem kryzysu jest zauważalny głównie w dużych miastach. Mieszkańcy wsi i miasteczek nie ucierpieli tak znacząco, jak mieszkający w miastach. Byli wręcz zdziwieni, gdy naukowcy wypytywali ich o skutki załamania finansowego. Badaniem objęto ponad 50 miast, miasteczek i gmin wiejskich w Polsce. Z rozmów wynikało jednoznacznie, że najbardziej ucierpiała klasa średnia oraz robotnicy. Przeprowadzano wywiady z ludźmi prezentującymi rozmaite środowiska społeczne, z urzędnikami, prezydentami miast, przedsiębiorcami itd. Wniosek był następujący – im miejscowość bardziej peryferyjna a region mniej rozwinięty, tym kryzys mniej zauważalny.
Przemysł rolniczy nie rozpoczął masowego zwalniania pracowników. Nie obserwujemy również, żeby spadły znacząco ceny płodów rolnych. Wręcz przeciwnie, odnotowuje się wzrost cen np. wieprzowiny. Małe gospodarstwa rolne nie odczuwają kryzysu, jednak większe mogą już odczuwać jego skutki, w szczególności jeśli zajmują się produkcją na eksport. W Polsce takich gospodarstw jest mało, więc wieś wydaje się być zabezpieczona przed kryzysem. Nie jest to jednak pewne z racji tego, że większość rolników, oprócz pracy na roli, ma jakieś inne zajęcie, właśnie w mieście. Jeśli więc ta grupa straci pracę w mieście, nie będą też mieli środków na utrzymywanie gospodarstw.
Rząd odpowiedzialność za sytuację przemysłu rolniczego składa na ręce PSL i nie chce mieszać się w działania na tym polu swojego współkoalicjanta. PSL odrzuca twardo argumenty ekonomistów traktujące o tym, żeby zreformować KRUS. Działacze PSL uważają, ze rolników skutecznie osłoni Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-13. Na nic zdają się apele Unii Europejskiej o reformę KRUS. PSL twierdzi, ze byłoby to tylko pozorne rozwiązanie. Jak więc radzić sobie w czasie kryzysu? Niekoniecznie już od tego czy jest się rolnikiem, czy tez nie…Analitycy mówią zgodnie, ze można dobrze zainwestować nawet podczas kryzysu. Wszystko zależy od tego, jakie zasoby finansowe posiadamy, na jak długo inwestujemy oraz na jakie ryzyko jesteśmy gotowi.
Fundusze inwestycyjne nie są polecane przez analityków, wiele osób straciło na nich część swoich funduszy. Lecz to jednak dzięki temu pojawiła się przestrzeń do wzrostów dla indeksów giełdowych. Za kilka lat, kupione teraz akcje funduszy, mogą przynieść spore zyski. Na aktualny czas niepolecane są także lokaty, ich opłacalność spada od stycznia i będzie nadal spadać, z uwagi na planowane przez NBP obniżki stóp procentowych. Także rynek obligacji nie przedstawia pozytywnych perspektyw. Tam sytuacja jest bardzo zmienna. Niewielu funduszom udało się zarobić na krajowych obligacjach. Gdzie więc zaobserwowano zyski? W inwestycjach w waluty. Tańszy złoty sprawił, że na funduszach obligacji dolarowych można było osiągnąć całkiem spore zyski. To jednak już za nami, z racji mocnego euro a bardzo słabego złotego. Inwestycja w waluty oznacza spore ryzyko strat w sytuacji odzyskiwania wartości przez złotego.
Czy bać się kryzysu?
Leave a Comment